
Dzień skrzypiec Rozdział I
ROZDZIAŁ I
Mateusz
Dom był cichy i spokojny. Jakby te wszystkie lata nie zostawiły w nim śladu. Jakby nie zostało zapisane co w nim się wydarzyło. Białe ściany w środku, sterylne pomieszczenia, puste ramki na zdjęcia, czysta kuchnia i łazienka.
Sprzątałam tutaj codziennie – starsza pani powiedziała z wyrzutem. - On już nie dawał rady. Dom to obowiązek.
Tak jak i dziecko – miał ochotę powiedzieć Mateusz ale milczał.
Wiedział, że kobieta nie będzie w stanie go zrozumieć. On sam nie miał pewności o co mu właściwie chodzi. Niby miał wszystko. Pieniądze, nowe buty, markowe bluzy. Miał się tylko uczyć. „Tylko” albo i „aż”. Po śmierci mamy zrobiło się pusto, po wyjeździe Weroniki – zimno. I tak pozostało. Potem wyjechał Mateusz. Weronika często dzwoniła i mówiła, że powinien odwiedzić ojca, ale on nie potrafił. Coś się w nim zablokowało. Jakby sam pozbył się uczuć. Zrobił się zimny. Tak samo zimny jak on. Tylko Weronika miała coś z matki. Zawsze radosna, uśmiechnięta, odwiedzała ojca często. Ten i tak pytał tylko o karierę. Inne sprawy go nie interesowały.
Mateusz już jesteś – usłyszał nagle jej ciepły głos.
Tak, przyjechałem – powiedział chłopak. - Trochę za późno, ale jestem.
Przytulił mocno siostrę bliźniaczkę. Żałował, że nie zdążył. Ale nie ze względu na ojca. Żal mu było Weroniki, która sama musiała zająć się szpitalem, pożegnaniem i pogrzebem. Ten ostatni jeszcze się nie odbył, ale wszystko co z nim związane było już załatwione.
Zostawię was samych – powiedziała starsza pani uśmiechając się do Weroniki.
Mateusza obrzuciła tylko niechętnym spojrzeniem. Musiał bardzo przypominać ojca z tą swoją obrażoną miną. Ta myśl tak go rozbawiła, że uśmiechnął się. Wiedział, że Werka nie będzie na niego zła za ten uśmiech. Nie udało jej się stworzyć z ojcem więzi, co odbijało się na jej relacjach z mężczyznami i konieczności odwiedzania psychologów. Mateucz czasami czuł się winny. Kiedy miał chwile szczerości i mówił o tym poczuciu winy, siostrze, ta beztrosko stwierdzała, że powinien pójść na terapię, bo też został skrzywdzony.
Trzeba pochować ojca i sprzedać ten dom – stwierdził.
Chyba żartujesz – Weronika rozejrzała się po kuchni, w której stali. - Nie możemy sprzedać naszego domu. Zrobimy sobie tu domek na wakacje. Okolica jest piękna...
Mateusz spojrzał na siostrę jak na wariatkę. Chyba te jej terapie nie były zbyt skuteczne, skoro miała tak absurdalne myśli.
Mati – spoważniała. - Domki w takich okolicach są w cenie. Mamy blisko rzekę, góry, lasy. Po co chcesz sprzedawać coś to może nam posłużyć. Wiem, że ojciec nie był wylewny i trudny po śmierci mamy, ale spójrz na to inaczej.
Trudny – powtórzył ironicznie Mateusz i spojrzał na Weronikę. - Trudny... Dobre sobie...
Być może gdyby powiedział Weronice, co działo się po jej wyjeździe, byłoby łatwiej. Być może byłaby w stanie zrozumieć go. Matka zmarła, Werka wyjechała a on został ze wszystkim sam. Ojciec potrafił udawać. Mateusz też był w tym dobry. Razem udawali, że w domu jest przyzwoicie. A kiedy Werka wyjeżdżała to wszystko zmieniało się.
Werka – zaczął powoli chłopak. - Wiesz gdzie są moje skrzypce?
Dziewczyna uśmiechnęła się. Zmianę tematu wzięła za dobrą monetę.
Nie wiem – przyznała. - Przestałeś nagle na nich grać...
Przestałem, bo ojciec je sprzedał za flaszkę wódki – stwierdził ze złością. - Było to rok po twoim wyjeździe. Z resztą co tu dużo mówić. Jak wyjechałaś zaczął pić.
Weronika skuliła się. Czekała chyba na ciąg dalszy zwierzeń, ale Mateusz nie miał ochoty o tym opowiadać. Nie teraz i nie przed pogrzebem. Chciał żeby wszystko odbyło się w spokoju. Bez zbędnych słów. Chciał pochować ojca i zamknąć ten rozdział życia za sobą.
Mati – Weronika zbliżyła się do niego. - Gdzie będziemy się spotykać, jeśli sprzedamy ten dom? Ja nie czuję sentymentu do tego domu. Lubię tylko to miejsce, lasy, rzekę... Chciałabym mieć też miejsce, w którym moglibyśmy się spotkać.
To może sprzedajmy ten dom i kupmy inny w równie ładnym miejscu. Bez wspomnień bez skojarzeń. Ładny domek, idealny na wakacje...
Weronika spojrzała w dal. Mateusz nie umiał powiedzieć czy siostrze podoba się ten pomysł. Wiedział jednak, że musiała zrozumieć, że on nie potrafił przyjeżdżać tutaj bez emocji. A może właśnie o te emocje chodziło.
Katarzyna Tercha-Frankiewicz


Komentarze