top of page

Dzień skrzypiec Rozdział V

ROZDZIAŁ V Joasia Rano poszła do sklepu. Popołudniu spacerowała po lesie. Wieczorem znowu usiadła przed domkiem i zasłuchała się w odgłosy świerszczy. Znowu usłyszała harmonikę. Ktoś grał. I to bardzo ładnie. Owinęła się chustą i ruszyła za dźwiękami. Zawsze miała słabość do muzyki. Być może to przez tatę. On potrafił pięknie grać. Muzyka budziła w niej miłe skojarzenia. Minęła dwa domy i zobaczyła młodego mężczyznę, który siedział na schodach. To on grał na harmonice. Wydawa

Dzień skrzypiec Rozdział IV

ROZDZIAŁ IV Mateusz Obudził się podekscytowany. Pierwszy raz od dłuższego czasu czuł radość. Wstał wcześnie i zaczął sprzątać salon. Już jako dziecko miał pomysł na ten dom. Teraz mógł wcielić go w życie. Tak bardzo zafascynowała go, że nie zwracał na nic uwagi. Wszystko wymagało gruntownego remontu i Mateusz wiedział, że da radę go przeprowadzić. W końcu miał już w tym doświadczenie. I może to czas żeby złożyć wymówienie w firmie. Od kilku lat zajmował się budowlanką. Znał s

Dzień skrzypiec Rozdział III

ROZDZIAŁ III Joasia Przyjechała do domku pana Macieja o dwudziestej. Wyciągnęła bagaże. Zgodnie z umową, klucz był pod wycieraczką a domek posprzątany. Odetchnęła głęboko górskim powietrzem i zapatrzyła się w dal. Dawno tu nie przyjeżdżała. Chyba nie miała na to ochoto. Nie zdecydowałaby się pewnie na to gdyby nie ojciec. Zapłacił za ten domek mówiąc, że oni już nie dadzą rady tu przyjeżdżać, ale ona powinna. Ojciec był niepoprawnym romantykiem. Miał szalone pomysły, zmieniał

Dzień skrzypiec Rozdział II

ROZDZIAŁ II Po pogrzebie odbyła się scypa. Znajomi, których dawno nie widział patrzyli na nich z udawanym współczuciem. Opowiadali o ojcu dobre rzeczy, których Mateusz już nie pamiętał. Miał w głowie tylko skrzypce. Wiedział, że były dużo warte. Kupił je dziadek. Nauczył go też grać i powtarzał ciągle, że ma prawdziwy talent. Coś w tym było, bo po skrzypcach przyszedł czas na giterę, harmonijkę i akordeon. Niestety gitery nie miał w domu, akordeon też był poza zasięgiem. Harm

Dzień skrzypiec Rozdział I

ROZDZIAŁ I Mateusz Dom był cichy i spokojny. Jakby te wszystkie lata nie zostawiły w nim śladu. Jakby nie zostało zapisane co w nim się wydarzyło. Białe ściany w środku, sterylne pomieszczenia, puste ramki na zdjęcia, czysta kuchnia i łazienka. Sprzątałam tutaj codziennie – starsza pani powiedziała z wyrzutem. - On już nie dawał rady. Dom to obowiązek. Tak jak i dziecko – miał ochotę powiedzieć Mateusz ale milczał. Wiedział, że kobieta nie będzie w stanie go zrozumieć. On sam

Trzecia gęstość kobiecości Rozdział IX stan odejścia

IX. STAN ODEJŚCIA Olga wyszła za mąż. Po raz siódmy stanęła w kościele skaładając przysięgę małrzeńską. Wyglądała pięknie. Szczęśliwa, uśmiechnięta. Patrzyła w oczy człowieka, którego pokochała. Wierzyłam, że to miłość. Mimo wieku, mimo wielokrotnego wyjścia za mąż. Po uroczystości zjedliśmy obiad w ogrodzie pani Moniki. Wszyscy rozeszli się wieczorem. Razem z Piotrem i Szymonem sprzątaliśmy ogród właścicielki. Zabezpieczyliśmy wynajęte meble ogrodowe. Zebraliśmy naczynia. Te

***

*** Wszystko musi być jasne Słońce na wiosnę Śnieg na zimę Zeszyty ułożone W schemacie kolorów Ołówki Rysikiem do dołu Pomarańcze w sezonie Muszą być odpowiednio Kwaśne Banany nie mają być Czarne Najlepiej zielone Mogłoby być inaczej Ale każde odstępstwo Od normy Unosi się nade mną Panicznym lękiem Katarzyna Tercha-Frankiewicz Katarzyna Tercha-Frankiewicz

Trzecia gęstość kobiecości Rozdział VIII

VIII. STAN ZAPATRZENIA Razem z babcią pochłaniałyśmy każdy milimetr pierścionka zaręczynowego Olgi. Złoto błyszczało w słońcu, diament zachwycał. Olga stała dumna jak paw i puszyła się niemiłosiernie. Cieszyło mnie, że jesteśmy same bez męskiego towarzystwa. Szymon i Piotr nie rozumieli powagi sytuacji a dziadziuś obraził się, bo ten siódmy mąż nie mieścił mu się w głowie. Lubił pana Józefa i chętnie wypiłby z nim jeszcze naleweczkę ale żeby tak od razu miał się tutaj przenos

Trzecia gęstość kobiecości Rozdział VII

VII. STAN ZAKOCHANIA Nie rozumiem dlaczego święto zakochanych jest w listopadzie. To najbrzydszy miesiąc w całym roku. Gdyby to ode mnie zależało to wybrałabym marzec albo kwiecień. Nie ma jeszcze wiosny ale człowiek całym ciałem czuje jej nadejście. Tak było i teraz. Olga w większą werwą wpadła do babci. Cieszyła się, bo Szymon i Piotr pojechali na zajęcia a Józio załatwiał formalności w stolicy. Planował przenieść się na stałe do naszego miasteczka. Miał przyjechać z nim oj

Trzecia gęstość kobiecości Rozdział VI

VI. STAN OCZEKIWANIA Listopad przyniósł wiatry i mrozy. Piotr i Szymon uczyli się do sesji, Olga spacerowała po zaspach razem z Józiem, który już nie był „panem Józefem”. Po cudownym uzdrowieniu wyznał Oldze miłość, tłumacząc się, że on za stary jest na czekanie. Olga oczywiście odwzajemniała uczucie. Przeżywali swoją kolejną młodość i miłość na oczach mieszkańców miasteczka. Córki Olgi wiedziały, że mama kogoś sobie znajdzie i nie jest zdolna do życia w samotności. Zaakcepto

Trzecia gęstość kobiecości Rozdział V

V. STAN STAŁY Olga szybko „zwolniła” swój dom. Mimo całej sympatii do pana Józefa, nie pozwoliła na to by obcy mężczyźni chodzili po jej kuchni. Z trudem panowała nad Szymonem, który co raz pewniej czuł się między jej miksturami. Patrzyła aż wyjedzie na te swoje studia ale nic nie zwiastowało, że Szymek opuści miasteczko. Twierdził, że to ostatni semestr i nie ma aż tyle zajęć. Wyjeżdżał na kilka dni i szybko wracał. Odrabiał praktyki w pobliskiej aptece, zaglądał do Olgi, pa

Trzecia gęstość kobiecości Rozdział III

ROZDZIAŁ III STAN WYTZRYMAŁOŚCI Z poczuciem dobrze wypełnionej misji ruszyliśmy do domku mojej babci. Szymek i Piotr szli za nami dyskutując na temat ducha Fedakowej i czy jest szansa, że ktoś jeszcze ją zobaczy. Szymon oczywiście twierdził, że nie a Piotr miał nadzieję, że jemu uda się zobaczyć nieszczęsną duszę. Babcia rozmawiała z Olgą na temat najbliższych planów a ja dałam pochłonąć się niejasnemu uczuciu, że coś w domu babci jest nie tak jak powinno. Kiedy weszłyśmy do

Trzecia gęstość kobiecości rozdział III

III. STAN SKUPIENIA Olga zapatrzyła się w dal. Zmarszczyła brwi. Nie słuchała ani mnie, ani babci. Coś ją zaintrygowało w śniegu, który lśnił. Powędrowałam za jej wzrokiem i przestałam słuchać wywodu Piotra na temat filozofii przyrody. Wywód był ciekawy, ale postać, którą zobaczyłam wydawała mi się ciekawsza. Staruszek z siwą brodą, ośnieżony wspinał się do domu Olgi. Piotr zorientował się, że przestałam go słuchać. Również spojrzał przez okno. • O, dziadek – rozpromienił się

Trzecia gęstość kobiecosci Rozdział II

ROZDZIAŁ II STAN POZNANIA Ruszyłyśmy wąską ścieżką wzdłuż lasu. Białe zaspy lśniły w zimowym słońcu. Olga w wysokich butach zimowych prowadziła nas do swojego zaczarowanego domu. Zdenerwowana i rozdrażniona nie patrzyła na nas. Wiedziałam, że Olga nie przepada za gośćmi. A dwóch, młodych chłopaków w jej domku, to było coś na co nie była gotowa. Miała dzieci ale dziwnym trafem ze wszystkich sześciu małżeństw, w których była rodziły się same córki. Z Filipem miała Weronikę i Na

Trzecia gęstość kobiecości rozdział I

ROZDZIAŁ I STAN ODCHODZENIA Chciałabym powiedzieć, że wszystko wydarzyło się dawno, dawno temu. W czasach odległych, zapomnianych. Ale czy tak całkiem są one zapominane skoro o nich piszę? Chyba nie. Pojawiają się we wspomnieniach malując obraz dziadków, pradziadków. Ludzi, których znałam tylko ze wspomnień rodziców. Ludzi, którzy odeszli. Ich życia przeminęły, jak to mówił kiedyś dziadek: „tak jakby drzwi otworzyć i zamknąć”. Wtedy myślałam, że to tak nie wygląda. Dzisiaj wy

***

*** Lubię Ciebie Cichy szept kierowany Do ciasnych kanalików Przenikające słowa Wyczuwane na plecach Głaszczące skórę Czulej Najczulej Lubię Ciebie Tylko Ciebie Katarzyna Tercha-Frankiewicz Z tomiku "Mimikra"

***

*** Bogactwo ginie W namalowanej Makijażem twarzy Modlitwa ogranicza się Do Świętego Imienia Wypowiadanego w rozmowie Wnętrze to szkielet i mięśnie Tylko dusza zostawiona Gdzieś na przystanku Szuka ciała które odjechało Autobusem do innego miasta Katarzyna Tercha-Frankiewicz

***

*** słowa są bezpieczne i takie niewinne powiedziane zapisane nie znaczą prawie nic prawie ktoś przeczyta prawie ktoś zapamięta prawie zapomni może też zdziwi się po wszystkim zobaczy jak rośnie bezprawie Katarzyna Tercha-Frankiewicz

***

Zdarzy się tak Że się rozłączymy Ty pójdziesz z duchem czasu Ja po prostu z duchem Tylko za lalką z patyków Zatęsknimy Szałasem z gałęzi Głowy odwrócimy Staniemy naprzeciw Niewidząc swoich oczu Świadomi przeszłości Nieznoszący przyszłości Widoku Katarzyna Tercha-Frankiewicz

SERCE POD SUKIENKĄ ROZDZIAŁ VII I VIII

Rozdział VII PRZYZWOLENIE Emma biegła całą drogę. Zatrzymała się dopiero przed domem. Zamyślona spojrzała w okna domu. Nie wiedziała co robić. Dni nudy sprawiły, że działała spokojniej. Nie tak spontanicznie. Rozbudziły w niej też emocje. Nadal wyczuwała obecność Wiktora. Była pewna, że to o niego chodziło. Tylko nie była pewna czy chce o tym mówić z ojcem. Być może powinna. A może lepiej odwrócić się i odejść. Nie, nie odejść. Pójść do Wiktora. Dziewczyna zrobiła krok do tył

Blog: Blog2
  • Facebook
  • Twitter
  • LinkedIn

©2020 by Katarzyna Tercha-Frankiewicz. Stworzone przy pomocy Wix.com

bottom of page