
Dzień skrzypiec Rozdział II
ROZDZIAŁ II
Po pogrzebie odbyła się scypa. Znajomi, których dawno nie widział patrzyli na nich z udawanym współczuciem. Opowiadali o ojcu dobre rzeczy, których Mateusz już nie pamiętał. Miał w głowie tylko skrzypce. Wiedział, że były dużo warte. Kupił je dziadek. Nauczył go też grać i powtarzał ciągle, że ma prawdziwy talent. Coś w tym było, bo po skrzypcach przyszedł czas na giterę, harmonijkę i akordeon. Niestety gitery nie miał w domu, akordeon też był poza zasięgiem. Harmonijkę dostał od babci po śmierci dziadka, a skrzypce służyły mu dopóki ojciec nie zaczął pić.
Patrzył teraz na swoich sąsiadów, opowiadających anegdoty (oczywiście tylko te dobre) o ojcu i cały czas myślał o swoich skrzypcach. Dziwiło go, że nikt z opowiadających nie widział, że ojciec był alkoholikiem. A może nikt nie chciał tego widzieć? Tak jak wtedy gdy przychodził w za krótkich spodniach do szkoły, czy połatanej kurtce. Może też jak wtedy gdy cała klasa jechała na wycieczkę a on zostawał na wsi. Czy byli aż tak ślepi?
Ja też mam wspomnienie – nie mógł powstrzymać się, bo czuł, że strata skrzypiec to sprawa, którą musi rozwiązać.
Weronika spojrzała na niego przerażona. Doskonale wiedziała, że to wspomnienie nie będzie dobre. On nie miał dobrych wspomnień. Chyba że te z czasów kiedy żyła mama.
Wszyscy spojrzeli na Mateusza.
-To było rok po wyjeździe Werki na studia – zaczął chłopak. - Kończyłem ósmą klasę i przygotowywałem się do egzaminów do szkoły muzycznej. Może nie wszyscy wiedzieli, ale uwielbiałem grać na skrzypcach. Miałem nawet takie piękne, drogie... Kupione przez dziadka...
Mateusz przerwał na chwilę.
-Przyszedłem wtedy do domu – mówił dalej. - Oczywiście problem mojego taty w tamtym czasie był tylko problemem moim i taty...
-Mati, proszę – jęknęła Weronika.
-Nie, Werka – syknął chłopak. - Nie będę udawał, że jest dobrze. Byłem sam ze wszstkim i wiesz o tym. Ty mogłaś nie wiedzieć, bo potrafiliśmy się kryć, ale dzisiaj wiem, że sygnały były. A ojciec sprzedał moje ukochane skrzypce w dniu, kiedy miałem jechać na egzaminy. Więc teraz mam pytanie do was wszystkich... To jest mała wieś... Gdzie są moje skrzypce?
Mateusz nie czekał na odpowiedź. Wstał i wyszedł przed budynek domu strażaka. Zapalił tam papierosa i odetchnął głęboko. Czuł, że ma dość ludzi. Nigdy nie lubił z nimi przebywać. Spojrzał przed siebie. Wzniesienia zieleniły się w oddali. Pokryte lasami sprawiały, że chciało się pójść przed siebie. Zaczynał rozumieć dlaczego Weronika tak bardzo chciała zostawić dom. Miała rację. Był w idealnej lokalizacji. Nie było sensu szukać innego domu i wdyawać pieniądzy. Wątpił by udało im się kupić coś co byłoby byćpołożone w takim miejscu. Z dala od głównych szlaków, blisko natury, torów i rzeki. To miejsce miało urok i Mateusz pomyślał, że będzie chciał tu wracać. Może nie na całe wakacje, ale na dwa tygodnie, na weekendy.
-Mateuszku – usłyszał nagle za sobą znajomy głos.
Odwrócił się ostrożnie i szybko zgasił papierosa. Pani Ala. Jedna z niewielu osób, która przejmowała się nim w tamtym czasie. Spuścił głowę. Przez chwilę pomyślał, że niepowinien mówić tego wszystkiego. Za starszą panią stała też Weronika.
-Nikt z wioski nie kupił twoich skrzypiec – powiedziała kobieta. - Ale myślę, że potrafię ci pomóc, albo chociaż naprowadzić na ich ślad.
Chłopak podniósł głowę. Nie tego się spodziewał.
-To było w czerwcu – zaczęła pani Ala. - Oni przyjechali do domku Macieja. Przyjeżdżali jeszcze później co roku. Chyba im się spodobało. Był tam młody mężczyzna, jego żona i córeczka. Pewnego dnia zobaczyłam go jak szedł ulicą i grał na skrzypcach. Wydawały mi się wtedy tak podobne do tych twoich. Nie wiedziałam, że twój tata je sprzedał. A ten mężczyzna tak pięknie grał. Jakbym wtedy wiedziała to na pewno zwróciłabym uwagę.
Pani Ala posmutniała. Weronika stanęła obok niej.
-Nie mogła pani wiedzieć – odparł Mateusz. - Ja nikomu o tym nie mówiłem. Było mi wstyd za ojca. Z resztą nie pierwszy raz.
-Może jest szansa – Weronika popatrzyła na brata. - Jesteśmy tutaj razem. Mati, może udałoby nam się znaleźć to co straciłeś kilka lat temu?
Chłopak westchnął. Podjął decyzję by zostawić dom. Nie było sensu kłócić się teraz z Weroniką o skrzypce. Z trudem pogodził się ze stratą. A może nie pogodził się.
-Zostawimy dom – powiedział do siostry. - Chciałbym w nim teraz zostać i przygotować go tak byśmy mogli spędzać w nim wakacje. Mamy dużo rzeczy do zrobienia, Werka. Chciałbym żeby przypominał dom wypoczynkowy a nie starą chałupę, w której musiałem siedzieć jako nastolatek.
Weronika uśmiechnęła się. Jej czarny strój dodwał powagi ale teraz wydawała się tą małą dziewczynką, z którą kiedyś Mateusz biegał po górach. Pani Ala też uśmiechała się. Zamyślona patrzyła na nich.
-Przyjdź do mnie, Mateuszku – powiedziała po chwili. - Mój Adaś zmarł lata temu. Zostawił mi po sobie coś co mogłoby cię zainteresować. Ja z tego nie skorzystam a i moje dzieci nie są w tym kierunku uzdolnione. Myślę, że tobie bardziej się to przyda.
Mateusz kiwnął głową. Domyślał się o co może chodzić. Pan Adam był zdolnym muzykiem. Grał w zespole. Tworzył własne melodie. Wiedział, że nie przyjmie „prezentu” od pani Ali ale o tym by obejrzeć kolekcję sąsiada marzył od dziecka.
Katarzyna Tercha-Frankiewicz


Komentarze