top of page

Trzecia gęstość kobiecosci Rozdział II

katarzynatercha
8 lut
5 minut(y) czytania

ROZDZIAŁ II

STAN POZNANIA

Ruszyłyśmy wąską ścieżką wzdłuż lasu. Białe zaspy lśniły w zimowym słońcu. Olga w wysokich butach zimowych prowadziła nas do swojego zaczarowanego domu. Zdenerwowana i rozdrażniona nie patrzyła na nas. Wiedziałam, że Olga nie przepada za gośćmi. A dwóch, młodych chłopaków w jej domku, to było coś na co nie była gotowa. Miała dzieci ale dziwnym trafem ze wszystkich sześciu małżeństw, w których była rodziły się same córki. Z Filipem miała Weronikę i Nastkę, z Wojciechem Marysię, Olę i Franciszkę, z Mateuszem Monikę, z Oskarem Anię i Martynkę, z Wiktorem nie miała nikogo, z Frankiem miała Rozalkę i z ostatnim mężem, Jankiem też nie miała już dzieci. Janek zmarł dwa lata temu i przeżył z Olgą dziesięć lat. Nie byli już w wieku, w którym mogliby mieć dzieci. Za każdego męża i każdą córkę, Olga dziękowała szczerze Matce Bożej w leśnej kapliczce i zawsze na Wszystkich Świętych świeciła im znicze i zanosiła kwiaty. Świeciła też znicze i zostawiała aniołka na grobie Rozalki, bo ta ostatnia córeczka umarła, gdy była maleńka. Tajemnicza choroba zabrała ją od rodziców. Olga na swój sposób przeżyła śmierć bliskich. Nie rozpacza. Uważała, że pilnują ją i dają potrzebne łaski. Dodają sił by zmagać się z codziennością i nieść ludziom pomoc, gdy lekarze po studiach zawodzą. Byłam skłonna uwierzyć w to ostatnie, bo Olga potrafiła mieszać zioła na równi z babcią. Zawsze dobrze dobierała swoje lekarstwa do chorób. Kiedyś mówiono by o niej, że była znachorką, może zielarką. Dzisiaj nikt o tym nie mówił i nikt nie pisał. Babcia i Olga żyły sobie w spokoju, przyjmując miejscowych i dając im zioła, maści i inne cuda na różne dolegliwości. Leczyły trudno gojące się rany, uspokajały wrażliwe sumienia. Ich domy pachniały ciepłem, ziołowymi herbatkami i radością. Tylko dziadziuś czasami dokuczał Oldze, wypominając nieszczęsnych sześciu mężów.

Babcia kochała Olgę jak siostrę. Dziadziuś za nią nie przepadał. Bał się jej i tych opowieści, które przynosiła pod jego dach.

- Mogłaś lepiej trafić – cmokała Olga gdy dziadziuś chował się w piwnicy. – Strachliwy ten twój chłop…

- Ty lepiej swoich pilnuj – złościła się babcia. – Już sześciu na cmentarz odprowadziłaś.

- Ale z honorami. A jak trzeba będzie to i siódmego odprowadzę.

- Nie gadaj głupot. i do którego cię wsadzą jak każdy w innej części cmentarza?

Olga na te słowa zazwyczaj wzruszała ramionami. I tak maszerowałyśmy za nią.

- Olga – zaczęłam rozmowę. - A ten studencik nie boi się, że tylu mężów miałaś i wszyscy umarli?

• Nie boi – odpowiedziała. - Gdyby się bał to już by ich tutaj nie było. Nie musiałabym was wołać. Mówiłam Werce, że dam jej ziół żeby córkę urodziła. To ta wyrodna powiedziała, że to zabobony. Że jeszcze krzywdę dziecku zrobię. A ja piłam i wszystkie moje córcie zdrowe i piękne. Tylko Rozalka odeszła do aniołków.

• Może miała być chłopcem? - zapytałam nieśmiało.

• E, głupoty mówisz – machnęła ręką babcia.

• Miała być dziewczynką – odparła Olga. - Miałabym z niej pożytek. Oczka jej tak lśniły. Taka piękna była... Tylko z nerkami coś było nie tak. Serduszko też słabe miała.

Olga umilkła na chwilę. Zdyszana spojrzała przed siebie i zobaczyła jak z komina jej domu idzie dym do nieba.

• Boże ile oni do pieca rzucają, że tak się pali – jęknęła Olga. - Całe drzewo mi zmarnują. Do marca nic nie zostanie. A przecież w tym roku zima nie puści szybko.

Minęłyśmy ośnieżony ogród Olgi i weszłyśmy do drewnianego domu. W piecu paliło się. Zioła w kuchni wisiały powieszone, na stole było posprzątane. Wszystkie miseczki i naczynia Olgi lśniły umyte, poskładane na szafce. Olga nie umiała panować nad swoim bałaganem, nad swoim domem. Dlatego ten niespodziewany porządek zdziwił mnie a ją rozzłościł.

• Ile razy mam ci mówić żebyś nie ruszał moich rzeczy – marudziła na Szymka, który układał słoiczki.

• Babciu – chłopak uśmiechnął się. - Dobrze, że już jesteś. Tak nie może być. Sanepid jakby tu przyszedł to karę byś dostała.

Szymek roześmiał się. Przywitał się ze mną i moją babcią. Musiałam mu przyznać rację. Jeśli Olga rozprowadza swoje mieszanki, powinna dbać o porządek. Rude włosy opadły na czoło chłopaka, zielone oczy błysnęły. Pomyślałam, że Szymek jest bardzo podobny do Olgi i istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że kiedyś będzie miał dużo żon. On i Olga mieli w sobie jakąś tajemnicę i urok, któremu ciężko było się oprzeć. Dopiero po dłuższej chwili do pokoju wszedł jego kolega. Już z daleka widać było, że to dopiero ciekawy typ człowieka. Miał brązowe za długie włosy, które trzymała cienka opaska. Nosił gruby, wełniany sweter w paski. Oczy lśniły mu niezdrowo. Były jasne, prawie białe. W życiu nie widziałam tak zimnego niebieskiego odcienia. Wysoki, smukły niósł jakiś dziwny przyrząd w ręce.

• Daj spokój z tymi duchami – Szymon zabrał mu przyrząd. - Drogie Panie, to mój przyjaciel Piotrek. Piotrze to jest przyjaciółka mojej babci, pani Anusia i jej wnuczka Marysia. Też znają się na zielarstwie.

Chłopak spojrzał na mnie i moją babcię przytomnie, z zaciekawieniem. Przez chwilę wydawał mi się nawet ładny. Potem jednak pomyślałam, że muszę na niego uważać, bo ta jego pasja do szukania duchów, może przynieść więcej zgody niż pożytku.

• Napijmy się ziółek – babcia odezwała się pierwsza. - Zmarzłyśmy po drodze. Wszystko jest zasypane, zimne.

• Ja przygotuję – powiedział Szymek i usadził Olgę przy nas.

• Po prawej są rozgrzewające – wymruczała Olga.

• Wiem, babciu.

• Widzicie jak się panoszy – zwróciła się do nas.

• Ty wiesz, że najchętniej to bym tu z tobą zamieszkał.

Olga straciła głos i zakrztusiła się. Jednak musiałam przyznać, że Szymon odziedziczył zdolności po swojej babciu. Miał predyspozycje do bycia zielarzem a bardzo dobra znajomość chemii mogłaby mu w tym pomóc. W porównaniu do mnie mógł okazać się skutecznym medykiem.

• Uchowaj Boże – jęknęła Olga. - W mojej rodzinie zielarstwem zajmują się tylko kobiety.

Szymon roześmiał się. Wzruszył ramionami. Słowa Olgi nie robiły na nim wrażenia. Wszyscy dobrze wiedzieli, że Olga w szukaniu spadkobiercy nie miała zbyt wielkiego wyboru. Żadna z córek i wnuczek nie przejawiała takich zdolności jak Szymon. Musiała pogodzić się z tym, że to on zajmie się jej zielnikiem, zapiskami i całą wiedzą, którą posiadała.

Piliśmy w ciszy ziółka rozgrzewające.

• Czym się zajmujesz, Piotrze? - zapytała nagle moja babcia. - Nie nudzi ci się w naszej mieścince i to jeszcze w zimie?

Piotr roześmiał się szczerze. Coś było w tym jego śmiechu serdecznego. Pomyślałam sobie, że też mogłabym zaprzyjaźnić się z kimś takim.

• Zawsze interesował mnie świat niematerialny – powiedział. - Studiuję psychologię i filozofię. Wiem, że dla pań mogą to być mało atrakcyjne kierunki, ale tak się złożyło, że jestem tu gdzie jestem. Robię też zdjęcia. I nie chodzi tutaj o zdjęcia duchów. A ten dziwny sprzęt, który trzymał Szymon to nie wykrywacz duchów tylko antena. Czasami bawię się w robienie takich anten. Szymon zaproponował mi wyjazd, bo zna moje zainteresowania. Cieszę się, że mogę tutaj być z wami i poznawać świat, który mnie fascynuje.

• A co po studiach myślisz robić? I czy taka przerwa nie zaszkodzi ci? Twojej nauce.

• Bez obaw. Potrafię pogodzić pasję i naukę.

Może nie znałam się na ziołach tak jak babcia i Olga ale wiedziałam, że Piotr nie odpuści. Nie opuści szybko domku Olgi. Był uparty. Miałam intuicję jeśli chodzi o ludzi. Wiedziałam już, że nie mamy szans. Musiałyśmy zaakceptować Piotra.

• Myślę, że znajdziesz tutaj to czego szukasz– powiedziałam łagodnie próbując zwrócić na siebie uwagę.

Babcia zrozumiała moje zamiary i uśmiechnęła się promiennie. Tylko Olga i Szymon siedzieli rozzłoszczeni.


Katarzyna Tercha-Frankiewicz





 
 
 

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
Dzień skrzypiec Rozdział IV

ROZDZIAŁ IV Mateusz Obudził się podekscytowany. Pierwszy raz od dłuższego czasu czuł radość. Wstał wcześnie i zaczął sprzątać salon. Już jako dziecko miał pomysł na ten dom. Teraz mógł wcielić go w ży

 
 
 

Komentarze


Post: Blog2_Post
  • Facebook
  • Twitter
  • LinkedIn

©2020 by Katarzyna Tercha-Frankiewicz. Stworzone przy pomocy Wix.com

bottom of page