SERCE POD SUKIENKĄ ROZDZIAŁ VII I VIII
Rozdział VII
PRZYZWOLENIE
Emma biegła całą drogę. Zatrzymała się dopiero przed domem. Zamyślona spojrzała w okna domu. Nie wiedziała co robić. Dni nudy sprawiły, że działała spokojniej. Nie tak spontanicznie. Rozbudziły w niej też emocje. Nadal wyczuwała obecność Wiktora. Była pewna, że to o niego chodziło. Tylko nie była pewna czy chce o tym mówić z ojcem. Być może powinna. A może lepiej odwrócić się i odejść. Nie, nie odejść. Pójść do Wiktora. Dziewczyna zrobiła krok do tyłu. Powoli odwróciła się i ruszyła przed siebie. Spoglądała na ulotkę z chłopakiem na wózku próbując znaleźć miejsce gdzie zostało zrobione zdjęcie. Rozglądała się po okolicy. Same domy, góry, drzewa. Na ulotce był budynek wyglądający jak dom strażaka. Może to nie na wiosce? Może to jakieś miasteczko. Na tej wsi nie było nic oprócz domów i sklepu.
-Jak ty tutaj wytrzymałeś? - powiedziała głośno myśląc o ojcu.
Była przyzwyczajona do miasta. Życia głośnego, życia w biegu. Mama jeździła do pracy, ona do szkoły. Razem tylko do lekarzy. Z niecierpliwością czekała aż osiągnie pełnoletność i będzie mogła sama chodzić do specjalistów.
-A gdzie ty tak sama chodzisz? - usłyszała za sobą czyść głos. - Tutaj są wilki i niedźwiedź. Chociaż ten ostatni bardziej na południe...
Emma odwróciła się gwałtownie. Spojrzała w oczy chłopakowi. Poznała te oczy. Jej ojciec malował je od tygodnia.
- O, kurczę - chłopak odezwał się pierwszy. - Znam cię... Tak jakby...
-Wiktor? - zapytała dziewczyna.
- Nie do końca. Fryderyk Wiktor.
Emma spojrzała na chłopaka a potem na ulotkę. Ten siedział na wózku. Oczy miał ciemne, błyszczące. Włosy jasne, kręcone związane w kucyka. W tym domu jego oczy były zimne. W realnym świecie wydawały się łagodne, rozmarzone.
- Moja mama uwielbiała Chopina - powiedział. - Dała mi po nim imię ale mi ono nie podobało się. Zwłaszcza w podstawówce. Niby nikt się nie śmiał ale trochę dziwnie było. A jak wysłała mnie do szkoły muzycznej to zrobiło się jeszcze dziwniej.
- Przecież grasz - Emma w końcu odezwała się.
- Tak po weselach grałem. Nie podobało jej się to i chyba w końcu mnie ukarała.
- Jak to ukarała?
- Zmarła na białaczkę dwa lata temu. W rocznicę jej śmierci miałem wypadek i już nie wstałem.
Emma usiadła z wrażenia na drodze. Nie mogła pozbierać myśli.
- Kogo widziałeś w tym śnie? - zapytała.
- Ciebie, Marię i mężczyznę, który przedstawił się jako Brodacz - odpowiedział chłopak.
- Mojego ojca... Jest tutaj... Przyjechałam z nim do rodzinnego domu.
Wiktor zamyślił się.
- A gdzie ten dom? - zapytał.
- Na tamtej górze - dziewczyna wskazała kierunek ręką.
- Tam mieszkała wiedźma Marta z wnukiem. Rodzice mi opowiadali. Ona była przerażająca. Miała jakieś wizje.
- To moja babka...
Fryderyk Wiktor roześmiał się.
- To już mnie nie zdziwi nic - powiedział. - Dasz się zaprosić na kawę? Mamy niedaleko dom weselny a obok bar. Kolega prowadzi. Właśnie do niego idę lub jadę... Jak tam wolisz.
- Dobrze.
Perspektywa spędzenia czasu z kimś w jej wieku wydawała się kusząca. Bez matki. Bez ojca, który stawał się z każdym dniem coraz bardziej dziwny. A może to miejsce zmieniało ją? Z jednej strony czuła się tutaj nieswojo a z drugiej miała wrażenie, że coś ważnego odnalazła. I nie był to Fryderyk. Raczej jakaś część, której nigdy nie miała. Jakby ten brakujący kawałek serca pojawił się w pustym miejscu. W tym niepełnym kawałku mięśnia, który działał pobudzany przez rozrusznik.
- Jak mam do ciebie mówić? -zapytała gdy siedzieli przy stoliku.
- Wolałbym Wiktor - stwierdził i zapatrzył się w dal. - Ojciec wybrał Wiktora a matka Fryderyka.
Przez chwilę milczeli. Sami nie byli pewni co mogą sobie powiedzieć. Niejsane wrażenie, że znają się nie dawało im spokoju. Emma miała wrażenie jakby coś zaczynało się w niej budzić. To była ciekawość. Doświadczała jej pierwszy raz w życiu. Miłe uczucie. Wiktor uśmiechał się popijając sok. Zauważyła, że sprawnie porusza się na wózku. Jest szybki.
- Jak długo trwa ta zbiórka? - zapytała podjąc mu ulotkę.
-Od wypadku - powiedział. - Muszę sobie radzić sam. Mam pewne udogodnienia ale dojechać stąd na rehabilitacje i do lekarzy, opłacić tych lekarzy, bo nie wszystko jest refundowane to wyzwanie. A do tego nie lubię siedzieć w miejscu... chociaż w tej chwili muszę siedzieć. Próbuję coś zrobić z tym wózkiem. Wyścigi dla niepełnosprawnych... Trochę trenuję...
- Tam gdzie cię widziałam byłeś bez wózka...
- Wiesz mnie to też zastanowiło. Wszystko było takie wyraźne. Ciekawe czy tylko ja zostałem "uleczony".
- Ciekawe...
W tym momencie Emma uświadomiła sobie, że Wiktor odkrył ważną rzecz. Oliwia nie wyglądała jak anorektyczka, Maria chora psychicznie a Wiktor poruszał się na własnych nogach. Czy to możliwe, że jej serce było całe? Że nie miała rozrusznika tylko pełny narząd.
- A może to miejsce jest prawdziwe - zastanowiła się dziewczyna.
- Co masz na myśli? - przez twarz Wiktora przebiegł cień.
- Widziałam Marię, Oliwię, teraz ciebie. Nie wiem gdzie jest Oskar. Maria jest szalona, Oliwia jest narkomanką i anorektyczką a Oskar nie wiem. Oliwia widziała inne osoby. Mój ojciec twierdzi, że zna ten dom i że ostatnią osobą, którą znajdziemy jest moja matka.
- A wie po co to mamy robić?
Emma spojrzała zdziwiona. Nie myślała o celu. Przerażała ją Maria. Oliwia też nie budziła sympatii.
- Wiesz, że jesteś jedyną osobą, którą widziałam i rozmawiam w taki normalny sposób- powiedziała po chwili.
- Widzisz... Może my nie mamy ich szukać. Może mamy się ich wystrzegać...
- Jeśli tak do dlaczego znalazłam ojca i dlaczego wiedziałam, że ty tutaj jesteś...
Wiktor otworzył usta i zamknął je po chwili. Chciał coś powiedzieć. Zamiast tego nachylił się i spojrzał dziewczynie w oczy głęboko.
- Naprawdę nie wiesz tego?
Być może wydarzyłoby się coś więcej. Jednak na stół ktoś rzucił gruby blok. Na otwartej stronie prezentowały się pięknie narysowane ogromne oczy Wiktora.
Maciek przyglądał się Wiktorowi z zainteresowaniem. Nie traktował Emmy jak córki. Miał problemy z uczuciami rodzicielskimi. W chwili jej narodzin też czuł się tak jakby coś zostało mu zabrane a nie dane. Wiadomość o wadzie serca spotęgowała to uczycie.
- Tutaj są wszyscy - powiedział do nich. - Najbardziej niebezpieczna jest ta staruszka.
- Maria - powiedziała Emma.
- Tak. Bliźniaki muszą odnaleźć siebie. Przerwana więź działa destrukcyjnie.Twoja mama powinna dołączyć do nas.
- Przerwana więź działa destrukcyjnie - powtórzył Wiktor. - A co ze mną? Nie należę do nikogo...
Chłopak przeglądał zeszyt i ilustracje Maćka.
- Kiedy ściany spadały na wszystkich - zaczął mężczyzna - ty jedyny myślałeś racjonalnie. Potrafiłeś pociągnąć wszystkich za sobą. Nawet szaloną Marię.
- Wtedy chodziłem - stwierdził chłopak.
- Ważna jest twoja obecność. Jesteś spoiwem. I kimś kto ma rozbudzić Emmę. Ona połączy to co zostało rozerwane.
• Serce - wyszeptała Emma. - Serce zostało rozerwane.
Rozdział VIII
POŁĄCZONE WIĘZI
Maciek przyglądał się Wiktorowi z zainteresowaniem. Nie traktował Emmy jak córki. Miał problemy z uczuciami rodzicielskimi. W chwili jej narodzin też czuł się tak jakby coś zostało mu zabrane a nie dane. Wiadomość o wadzie serca spotęgowała to uczycie.
- Tutaj są wszyscy - powiedział do nich. - Najbardziej niebezpieczna jest ta staruszka.
- Maria - powiedziała Emma.
- Tak. Bliźniaki muszą odnaleźć siebie. Przerwana więź działa destrukcyjnie.Twoja mama powinna dołączyć do nas.
- Przerwana więź działa destrukcyjnie - powtórzył Wiktor. - A co ze mną? Nie należę do nikogo...
Chłopak przeglądał zeszyt i ilustracje Maćka.
- Kiedy ściany spadały na wszystkich - zaczął mężczyzna - ty jedyny myślałeś racjonalnie. Potrafiłeś pociągnąć wszystkich za sobą. Nawet szaloną Marię.
- Wtedy chodziłem - stwierdził chłopak.
- Ważna jest twoja obecność. Jesteś spoiwem. I kimś kto ma rozbudzić Emmę. Ona połączy to co zostało rozerwane.
- Serce - wyszeptała Emma. - Serce zostało rozerwane.
Maciek spojrzał na dziewczynę. Wiktor skupił się na zeszycie. Przeglądał kolejne strony szukając czegoś. Trafiał na ilustracje, zatrzymywał się, analizował.
- Czy wy widzicie, że na każdej ilustracji jest jeden wspólny element? - powiedział nagle. - Na każdym rysunku jest wzór. A wystarczy przerysować te wzory...
- Pokaż - Maciek pochylił się i zaczął przerysowywać wzory ukryte na ilustracjach.
- Serce - powiedziała Emma. - Moje serce.
Wiktor wpatrywał się w dziewczynę i jej ojca. Dziwna to była relacja. Pełna chłodu i dystansu. Zaskoczony patrzył jak Maciek rysuje linie na papierze i na kształt, który z nich wychodził. Emma lekko zbladła.
Wrodzona ciekawość nie pozwoliła chłopakowi na zatrzymanie się. Szukał dalej w szkicowniku odpowiedzi.
- Znam tego chłopaka - powiedział pokazując kolejny rysunek. - Jeździmy razem na rehabilitacje. Porusza się o kulach. Miał wypadek. To Oskar.
Emma i Maciek spojrzeli na rysunek.
- Tak - powiedziała. - Musimy połączyć go z nią.
Dziewczyna przewróciła strony i pokazała ilustracje uśmiechniętej, ładnej dziewczyny.
- Jak połączyć kalekę z narkomanką? - Maciek roześmiał się historycznie.
- Łącząc ciebie z mamą- odparła Emma. - Wiedziałeś, że ten moment przyjdzie. I to jest ten czas kiedy powinieneś do niej zadzwonić.
Cień szaleństwa błysnął w oczach mężczyzny. Po raz pierwszy Emma pomyślała, że jej ojciec nie jest zdrowy.
- Co zostało ci zabrane? - zapytała dziewczyna.
Kolejna iskra pojawiła się w oczach mężczyzny. Być może nie chciał o tym mówić. Podobnie jak nie chciał dzwonić do matki Emmy.
- Jestem daltonistą- powiedział po chwili. Nie widzę kolorów. Widzę tylko te, które wytwarzają dusze. Barwy energii.
Kolejne dni mijały na próbach połączenia Oskara z siostrą. Wiktor zapisywał pomysły w zeszycie. Emma zauważyła, że chłopak jest bardzo dokładny i uporządkowany. Czasami wydawało jej się to przesadą ale milczała. Po raz pierwszy w życiu czuła, że czyjaś obecność uspokaja ją. Odwrotnie było z Maćkiem. Im bardziej Emma uspokajała się, tym mocniej Maciek wykazywał objawy szaleństwa. Świadomość, że musi skontaktować się z żoną ciążyła mu. Nie wiedział jak ta rozmowa miałaby wyglądać. Co miałby powiedzieć jej po tych latach nieobecności.
- Ty zadzwoń- powiedział Wiktor tworząc skomplikowane notatki.
Wszystkie imiona zapisywał w notesie, łączył liniami tworząc wykresy.
- Według mojego zapisu ty jesteś najbliżej twojej matki, zobacz...
Chłopak podsunął jej zeszyt. Emma spojrzała i roześmiała się.
- My wszyscy jesteśmy szaleni - stwierdziła odwracając kolejne strony z notatkami. - Ty skrupulatnie notujesz wszystkie powiązania, Maciek rysuje a ja co noc mam dziwne sny...
- Co noc? - Maciek wsadził głowę do pokoju. - Dlaczego nic nie mówiłaś.
- Bo śni mi się Maria - stwierdziła dziewczyna. - A poza tym nie mogę już znieść tej bezczynności. Mamy dane, z którymi nic nie robimy. Nic tutaj się nie dzieje. Te sny to jedyna ciekawa rzecz, która mnie spotyka.
Nie przyznawała się, że obecność Wiktora jest równie interesująca a uczucia, które w niej się budzą są intrygujące. Przypadkowy dotyk, spojrzenie. Wszystko to sprawiało, że po raz pierwszy coś czuła.
Maciek spojrzał na nią. Niezdrowy blask pojawił się w jego oczach.
• Potrzebujemy równowagi - powiedział a Emma przez chwilę miała wrażenie jakby powiedział: "Potrzebuję twojej matki".
Przyjechała o pólnocy. Samochód zaparkowała pod domem. Znała to miejsce bardzo dobrze. To tutaj spędzali wakacje. Nie wiedziała, że zabierze ich córkę właśnie tutaj.
• Jestem pod domem – zadzwoniła do niego.
Czuła, że jest co raz bliżej. Nigdy mu tego nie mówiła, ale zawsze miała wrażenie, że wytwarza jakąś aurę. Coś tajemniczego. Nie wiedziała co to jest. Nie chciała wiedzieć. Później zauważyła, że coś zaczyna się z nim dziać. Był nieobecny. Tajemniczy. Chciał zmienić dom, otoczenie, wszystko. Po narodzinach Emmy wszystko się pogorszyło. Uciekł bez słowa wyjaśnienia.
Monika wyszła z samochodu. Wychładziła włosy i płaszcz. Czarne buty lśniły w blasku latarni. Zatrzymała się. Spojrzała przed siebie i zobaczyła go. Poczuła nieznośny ból w okolicy serca.
• Boże, jak ty mnie skrzywdziłeś – powiedziała do siebie. - Co za drań zostawia kobietę z chorym dzieckiem.
Miała nadzieję, że nie słyszy tego. Nie chciała wyjść na histeryczkę. Miała prawo się złościć a nawet nienawidzieć go. Jednak wolała gdy widział ją pełną chłodu i dystansu.
• Witaj, Maćku – powiedziała.
• Moniko – jego głos był głęboki.
Zawsze taki był. Jakby wydobywał się z samych odchłani. „Wyszłam za mąż za diabła” - stwierdziła w myślach kobieta. Spojrzała na niego. Nadal był przysojny. Wysoki, dobrze zbudowany, silny. Tajemnicze spojrzenie, zamglone. Poczuła dreszcz i pomyślała, że z Maćkiem coś jest nie tak. Zawsze coś z nim było nie tak. Tylko ona, ślepo zakochana, nie chciała tego widzieć. Patrzył na nią tak jak wtedy, gdy spotkali się pierwszy raz. Wiedziała, że jest słaba. Przy nim każdy byłby słaby. Miał jakąś siłę w sobie.
• Zostaniesz? - zapytał po dłuższej chwili.
- Tak – odpowiedziała spokojnie i ruszyła w kierynku werandy.
• Tam jest nasza córka.
Kobieta skrzywiła się.
• Z chłopakiem – dodał po chwili.
- Ładnie sobie poczynacie – stwierdziła złośliwie. - W sumie to cieszę się, że jest z tobą. Kochałam ją jak matka może kochać swoje jedyne dziecko, ale to była i jest milość nieodwzajemniona. Widocznie tylko takie są mi przeznaczone.
Monika umilkła. Żałowała tej złośliwości. Powinna bardziej ukrywać swoje emocje.
• Nikogo nie było po tobie – usłyszała głos Maćka. - Zawsze byłaś tylko ty.
Odwróciła się i napotkała jego spojrzenie.
• Chociaż tyle – wyszeptała. - Chociaż tyle...
Stanęli w drzwiach. Emma i Wiktor wpatrzeni w telewizor nie zwracali na nich uwagi.
• Oliwia – szepnęła dziewczyna. - Jej już nie znajdziemy...
• Jak to? - zapytał Maciek.
• Zabiła ją Maria.
Monika zbliżyła się do córki.
• Przepraszam, dobry wieczór, pani – Wiktor jako jedyny zwrócił na nią uwagę.
• Dobry wieczór – odpowiedziała zdziwiona.
Dziwiły ją zwykłe ludzkie zachowania. Podana ręka chłopaka uświadomiła jej jak bardzo czuła się nieszczęśliwa przy swoim zamkniętym dziecku.
• Mamo – Emma wstała. - Przepraszam.
Dziewczyna po raz pierwszy w życiu przytuliła matkę. Wtuliła się w nią, tak jak nigdy tego nie robiła. Monika poczuła łzy córki.
• Kochanie – powiedziała. - Już dobrze.
Nie wiedziała co może jeszcze dodać. Była w szoku. Emma nigdy nie przytulała się. A jeśli nawet to zrobiła, to nadal wyczuwała barierę. Teraz coś zaczynało zmieniać się.
• Jesteś spoiwem, Wiktorze – powiedział Marcin.
• Ale Oliwi nie uratujemy – stwierdził Wiktor. - Maria to morderczyni. Zabiła ją. W telewizji pokazywali rysopis. Wszystko to widział świadek. Miał zginąć razem z dziewczyną.
• Świadek?
• To był Oskar – Emma odsunęła się od matki. - On będzie następny. Potem przyjdzie po nas.
Katarzyna Tercha-Frankiewicz


Komentarze