
Trzecia gęstość kobiecości rozdział I
ROZDZIAŁ I
STAN ODCHODZENIA
Chciałabym powiedzieć, że wszystko wydarzyło się dawno, dawno temu. W czasach odległych, zapomnianych. Ale czy tak całkiem są one zapominane skoro o nich piszę? Chyba nie. Pojawiają się we wspomnieniach malując obraz dziadków, pradziadków. Ludzi, których znałam tylko ze wspomnień rodziców. Ludzi, którzy odeszli. Ich życia przeminęły, jak to mówił kiedyś dziadek: „tak jakby drzwi otworzyć i zamknąć”. Wtedy myślałam, że to tak nie wygląda. Dzisiaj wydaje mi się, że powoli moje drzwi zamykają się. A ja? Nigdy nie byłam w centrum. Nigdy nie czułam się centrum. Zawsze żyłam gdzieś z boku świata. A jeśli byłam czyimś centrum to tylko mojej babci i Olgi.
Mieszkałam z rodzicami w dolinie. Babcia z dziadziusiem na wzgórzu pod lasem. Babcia była mamusią mojego tatusia. Tatuś oprócz dziadziusia był jedynym mężczyzną w rodzinie. Dziwnym trafem babcia miała same córki i tatusia, cztery córki i tatusia. Dlatego tatuś miał u niej przywileje. A na tych przywilejach korzystałam też i ja. Bo dlaczego nie skorzystać, skoro babunia ukochała mnie ponad wszystko. Pokazywała swoje ziółka, mikstury. Tłumaczyła i uczyła o niezwykłych darach lasu. Nie zrażała się kiedy widziała, że nie mam do tego głowy. W sumie nie miała wyjścia. Byłam jedyną dziedziczką jej tajemnic. Ani ciotka Klara, ani ciotka Maria, ani ciotka Magda, ani Weronika nie chciały poznawać tego świata. Kochały babcię, bo jak tu nie kochać siwej staruszki o oczach młodej dziewczyny, przygarbionej, uśmiechniętej? Dziadka kochały jeszcze mocniej, bo miały jego spokojną i cichą naturę. Tylko z Olgą był problem. Ani dziadek ani ciotki nie mogły znieść wspaniałej Olgi w domu. Dziadek mówił, że to prawdziwa czarownica. Ciotki uważały, że przez nią wszystkie choroby i nieszczęścia na dom idą. Na szczęście ciotki mieszkały w Warszawie i przyjeżdżały tylko na święta, śluby, komunie, chrzciny i pogrzeby. Zapomniały jak tutaj się żyje i przyjeżdżając wywracały dom do góry nogami. Na mnie i na tatusia patrzyły jak na zagrożenie. Ścigały się w miłości do rodziców pamiętając o pięknym, drewnianym domku z małą kapliczką Matki Bożej.
-Rządzą się i panoszą – marudziła babcia. - A tu jest mój dom.
- I twój i mój – mawiał wtedy dziadek uśmiechając się szeroko do odjeżdżających córek.
Ciotki były światowe. Czasami opowiadały o tym jak żyje się w stolicy i że zabiorą mnie tam na studia. Ja nie chciałam tam iść, nie prosiłam. Dobrze mi było tutaj. Miałam czas na studia, bo kończyłam dopiero drugą klasę szkoły średniej. Dlatego postanowiłam jeszcze szkolić się u babci z ziółek. Wydawało mi się to o wiele bardziej praktyczne niż wielki świat moim ciotek. Babcia Ania wieczorami siadała przy kaflowym piecu i wygrzewała się jak kot. Otulona ciemnym kocem przypominała mi kocura ze starej bajki o Filemonie. Dzisiaj mówią, że nikt tej bajki nie pamięta. Tylko dorośli, w których zostało coś z poznającego świat kociaka. Patrzyłam na nią zachwycona. Blask świecy odbijał się na jej pomarszczonej twarzy. Siwe, długie włosy opadały na ramiona. Spoglądała w okno jakby coś tam widziała. Miałam ochotę zapytać co widzi ale wiedziałam, że nie powiedziałaby mi prawdy. A po co pytać, kiedy ktoś nie chce mówić?
Dziadziuś odmawiał Koronkę do Miłosierdzia Bożego, wiatr wył za oknem a święci z obrazów przyglądali się domownikom. Aura nie sprzyjała rozmowom. Babcia zachrapała głośno, dziadziuś się przeżegnał. Ktoś mocno zapukał do drzwi.
- O, Matko! – podskoczyła Babcia. – Kogo licho niesie o tej porze? Jeszcze jak halny dudni?
-Babciu, jest dopiero dwudziesta – powiedziałam.
- Ale jak halny wieje to się siedzi w domu. Nie łazi po polach.
- Babciu my mieszkamy przy lesie…
-Jeszcze gorzej.
Ktoś poruszył klamką. Zapukał jeszcze raz.
- Anuśka, otwieraj!- krzyknął znajomy głos.
-Olga – powiedziałam. – Babciu, to Olga.
Babcia zerwała się z krzesełka. Olga była jej najlepszą przyjaciółką. Mieszkała dwa kilometry od babci i też wierzyła, że jak halny wieje to trzeba siedzieć w domu.
Halny zawiał jeszcze mocniej. Babcia wstała i ruszyła w kierunku drzwi. Najpierw otworzyła te oszklone, białe oddzielające kuchnię a potem drewniane, mocne i skrzypiące. Zimny wiatr wdarł się do izby. Styczniowy mróz dostał się do środka razem z Olgą. Gdzieś w oddali coś zajęczało. W ciemności widać było tylko blade punkciki latarni naszego miasteczka.
Olga oddychała ciężko, chustka na głowie przekrzywiła się. Spojrzała w głąb kuchni.
• Pochwalony – powiedziała do dziadziusia trzymającego różaniec.
• Na wieki wieków – dziadziuś odpowiedział grzecznie.
Spojrzała na babcię i na mnie.
- Anuśka – wydyszała tym razem do babci. – Bierz wodę święconą. Znowu w dolinie jęczy to dziecko.
Babcia popatrzyła na nią. Chustka Olgi zasłaniała pofarbowane na brązowo włosy. Dziadziuś złośliwie twierdził, że włosy Olgi są rude, bo czarownice mają tylko rude włosy, a farbuje je tylko dlatego żeby ukryć prawdę. Ale to nie miało teraz znaczenia. Tylko Olga mogła coś poradzić na umęczoną duszyczkę dzieciątka.
Od dłuższego czasu ludzie skarżyli się, że w dolinie między lasem a miastem nie można przejść w nocy. Wszystko zaczynało się od dwudziestej i trwało całą noc. W domach, które są przy dolinie słychać było płacz dziecka. Mówili, że w tym miejscu kobieta urodziła i zabiła noworodka. Dusza domagała się chrztu.
Wiatr wył, Olga patrzyła to na mnie to na babcię.
• Dzisiaj szedł tam Marcinek – powiedziała. - Dzieciakowi zachciało się zabawy. Więcej matce z domu nie ucieknie. Jak mnie minął to wyglądał sam jak duch.
Babcia zabrała niebieski flakonik w kształcie Matki Boskiej, w której trzymała wodę święconą.
- Sama chodziłaś na zabawy a chłopakowi żałujesz – stwierdziła. - A ty, pamiętaj kochana, jeśli kiedyś usłyszysz gdzieś płacz dziecka to je ochrzcij. Zwyczajnie jak ksiądz powiedz: „Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”.
Jeśli miałabym dać gdzieś początek naszej historii, to byłoby tutaj. Ruszyłyśmy przez pola i łąki. Dolina miejscami była nieoświetlona. Nie wiem czy wiatr zawodził, czy dziecko płakało. Czasami miałam wrażenie, że ktoś idzie po zamarzniętym śniegu. A może tylko wyobraźnia płatała mi figle. Może tylko ona podsuwała mi myśl, że nie słyszę kroków Olgi i babci Anusi? Na pewno bardzo dobrze słyszałam bicie własnego serca. Miarowe i silne uderzenia.
• To tutaj – powiedziała Olga.
Babcia wyciągnęła flakonik ze święconą wodą. Czy słowa zadziałały? Przez kolejne dni w dolinie panowała cisza. Nikt się nie skarżył, nikt nic nie mówił. Dziecko odeszło w spokoju. Tylko za ten spokój zapłaciłyśmy my najwyższą cenę. A dokładniej ja, Olga i babcia.
Po kilku dniach do domku na wzgórzu ponownie zapukała Olga.
• Ja już mam dość – powiedziała zrezygnowana.
• Co się stało, kochaniutka? - babcia usiadła naprzeciwko i podała przyjaciółce melisę. - Pij i zagrzej się. Moja wyhodowana i suszona.
• Ten mój Szymuś.
• Znaczy się wnuczek?
• Ta wnuczek. Od Radka. Z pierwszego małżeństwa. Synek Weroniczki.
• Tak, już wiem.
• Przyjechał do mnie z jakimś studencikiem. Podobno bada zjawiska paranormalne. I ten mój Szymuś mu powiedział, że ja jestem wiedźmą i z duchami gadam.
Babcia mało nie udławiła się melisą, dziadziuś zaśmiał się w kąciku.
• Od rana siedzą w moim domu i chodzą z jakimś sprzętem – mówiła dalej Olga. - Ten studencik szuka duchów w moim domu. Nienormalny jakiś. Chyba to dziecko, co je odesłałyśmy wysłało mi tych dwóch szaleńców. A jeszcze ten nagrywa to swoim telefonem i opowiada, że jest w prawdziwym domku wiedźmy. Puszcza nie wiadomo gdzie. Jeszcze mi tu telewizję ściągną. Co ja biedna z nimi zrobię?
Babcia pogładziła Olgę po zmarszczonej dłoni. Dziadziuś wyszedł niby po drzewo, uśmiechając się przy tym złośliwie.
• Babciu, może nie będzie tak źle – powiedziałam.
• Jak to? - Olga spojrzała na mnie z nadzieją. - Wiesz o czymś o czym ja nie wiem?
• Jeśli to student to on pewnie wyjedzie wkrótce.
• Ale student online.
To ostatnie zdanie Olga wymówiła zanosząc się płaczem.
• Przeszedł na tryb zdalny, bo stwierdził, że musi zając się ważnymi sprawami a dwa najważniejsze lata ma zaliczone.
• Olga, spokojnie – powiedziałam niepewnie. - Poradzimy sobie z nimi. Twój Szymek zawsze cenił to co robisz... Może chciał wyświadczyć ci przysługę. Albo może ma podobne zainteresowania...
• Ty już jej lepiej nie pocieszaj – stwierdziła babcia. - A ty Olga nie płacz. Pokażemy im co robimy, to od razu ten młody wróci na studia, bez tego online. Jak ma studiować to nie przy komputerze udawać, że się uczy. Lepiej niech na wykładach siedzi. A zanim wróci skąd przyszedł, to my mu pokażemy co wiedźmy znaczą.
Babcia mrugnęła do Olgi a do mnie uśmiechnęła się.
- Ubierz się ładnie – powiedziała. - Jak na młodą wiedźmę przystało. Jesteś naszą mocną stroną w tej grze.
Katarzyna Tercha-Frankiewicz


Komentarze