top of page
Trzecia gęstość kobiecości rozdział III

Trzecia gęstość kobiecości rozdział III

katarzynatercha
9 lut
4 minut(y) czytania

III. STAN SKUPIENIA

Olga zapatrzyła się w dal. Zmarszczyła brwi. Nie słuchała ani mnie, ani babci. Coś ją zaintrygowało w śniegu, który lśnił. Powędrowałam za jej wzrokiem i przestałam słuchać wywodu Piotra na temat filozofii przyrody. Wywód był ciekawy, ale postać, którą zobaczyłam wydawała mi się ciekawsza. Staruszek z siwą brodą, ośnieżony wspinał się do domu Olgi. Piotr zorientował się, że przestałam go słuchać. Również spojrzał przez okno.

• O, dziadek – rozpromienił się. - Teraz to będzie przygoda.

Porwał czapkę z parapetu i w samym swetrze wybiegł staruszkowi na powitanie. Musiałam przyznać, że więź panująca między nimi widoczna była z daleka.

• Co za złośliwość i bezczelność – Olga najeżyła się. - Czy mój dom to jakieś schronisko na wzgórzu? Ja nawet na wzgórzu nie mieszkam.

• Olga – powiedziałam. - Spokojnie. Przecież nikt nie mówi, że on tu będzie spał. Nie wygląda na takiego, który narzucałby się kobiecie. To mężczyzna starej daty...

Olga fuknęła na mnie. Nie miała zaufania do mojej intuicji. Dopiero kiedy Piotr wszedł z dziadkiem, uspokoiła się.

• Dzień dobry – powiedział grzecznie staruszek i pocałował w dłoń każdą z nas.

• Mówiłam – wyszeptałam.

• Cicho – mruknęła zaczerwieniona Olga.

• Przepraszam, że przeszkadzam – odezwał się mężczyzna. - Nazywam się Józef Bałkański i chciałbym zabrać stąd mojego wnuka. Domyślam się, że chłopak przeszkadza.

Olga zatrzepotała rzęsami jak nastolatka, Piotr udał obrażonego a babcia podniosła brwi.

• Dziadku, ja tu badania prowadzę – odezwał się studencik. - Wiesz, że te panie to zielarki? Potrafią z duchami rozmawiać...

• Piotrze – pan Józef spojrzał na wnuka. - Jakby te panie nie były interesujące to nie wypada żebyś tu mieszkał. Już zorganizowałem nam nocleg.

• Nocleg? - wykrzyknęła Olga. - A mogę wiedzieć gdzie?

Wiedziałyśmy z babcią, że jedyny nocleg jaki mogli wynająć to domek postawiony na polu Fedakowej, przez najmłodszą córkę Olgi. A tam lepiej było nie nocować.

• U cioci Martynki to ja radzę nie wynajmować noclegu – odezwał się Szymek. - Raz tam paliłem z kumplami ognisko to Fedakowa nas wygoniła. W życiu takiej nocy nie miałem. Jakbyś ją zobaczył...

• Duch? - wykrzyknął Piotr.

• Najprawdziwszy...

• To jest idealny nocleg.

Babcia pokręciła tylko głową.

• Z całym szacunkiem – odezwała się wreszcie. - Panie Józefie, nie nocujcie tam.

• Ale już zapłaciłem – pan Józef posmutniał. - A ta pani Martynka taka miła... Przykro jej będzie jak zrezygnuję.

• Pani Martynka to moja córka i o niczym się nie dowie.

Olga była stanowcza.

• Podam panu nalewki – powiedziała a widząc zmieszaną minę pana Józefa uśmiechnęła się. - Spokojnie sklepowa i nie była jeszcze otwierana. Wiem, że nie wszyscy lubią moje zioła i wiem kiedy ich nie dawać.

• Proszę źle nie zrozumieć – odparł pan Józef. - Ja od dziecka jestem uczulony na zioła. Dostaję duszności i wysypki.

• Rozumiem.

Olga uśmiechnęła się promiennie a ja wróciłam myślami do Fedakowej. Fedakowa to była zagubiona dusza. Babcia opowiadała, że chodziła po polu, bo pokłóciła się z dziećmi. A jak się pokłóciła dostała zawału i zmarła nagle. Dom został rozebrany, rodzina wyjechała a Fedakowa została. Chodziła w czarnej chuście, w której ją pochowali i z laską. Na lasce miała wyrzeźbioną głowę wilka. Była to pamiątka po ukochanym mężu, który zmarł w wieku 45 lat. Później Fedakowa do końca życia była sama. Nikt nie wiedział co stało się, że Bogu ducha winna kobieta tak skończyła. Prawdopodobnie gdyby nie zawał to pogodziłaby się z dziećmi. Do tej pory nie dokuczała mieszkańcom miasta. Przez to powoli zapominano o niej. Czasami tylko jak ktoś chciał zapalić ognisko i wybrał jej pole, widział staruszkę i słyszał kroki lub stukot laski. Pech chciał, że do pole kupiła córka Olgi i postawiła na nim maleńki domek dla zbłąkanych podróżnych.

- Dzisiaj może byśmy poszły – zapytałam się babci.

- A Miśka jest? – babcia popatrzyła na Olgę.

• Nie ma. To dobry moment.

• Czy możemy się dołączyć – zapytał nieśmiało Piotr. - Proszę.

• Ja podziękuję – odezwał się pan Józef.

• Zróbmy tak – babcia podskoczyła na krześle. - My z chłopcami pójdziemy. Czas na Szymona by uczył się, bo to on Olga jest następcą. Piotr może też iść a pana Józefa zapraszam do mojego męża. Myślę, że znajdziecie wspólny temat.

I poszłyśmy. Babcia wzięła święconą sól. Obeszłyśmy domek dookoła kilka razy sypiąc solą. Olga stała z boku w milczeniu.

- Spoczywaj w pokoju – powiedziała cicho.

• Odeszła…

Spojrzałam w dal. Słońce zachodziło. Babcia z Olgą cicho rozmawiały. Zawieszona na granicy dwóch światów zastanawiałam się dlaczego tak długo trzeba było czekać na odejście jednej duszy. Dlaczego trzeba w to ingerować? Dlaczego tak mało jest ludzi, którzy potrafią coś zmienić? Czy zamiast Olgi nie powinien być tutaj ktoś inny? Może jakiś ksiądz.

• Wiesz – powiedziała nagle Olga do babci tak by Szymon i Piotr nie słyszeli– chyba się zakochałam.

Usłyszałam kaszel babci i wyobraziłam sobie jej minę. Odwróciłam się po chwili i stwierdziłam, że wiele się nie myliłam. Babcia stała i patrzyła na Olgę osłupiała.

• Oluś – wyszeptała. - Ty masz już chyba z dziewięćdziesiąt lat... Czy to dobry pomysł?

• Osiemdziesiąt dziewięć, moja droga – poprawiła ją Olga.

• No dobrze ale to byłby siódmy mąż... Chociaż możesz bez ślubu... W sumie żyjemy w czasach nowoczesnych...

• Bój się Boga!

Olga krzyknęła i obrażona ruszyła przed siebie.

• Też wymyśliłaś! - krzyknęła. - Jak to tak bez ślubu!

Drzewa zaszumiały w dali jakby zgadzały się z Olgą. Pomyślałam, że nasza sąsiadka jest częścią tej natury. Kiedy Olga złości się, to natura też się złości. A może tak jest ze wszystkimi tylko tego tak nie odbieramy.

• Weźmiecie ślub? - zapytała zaintrygowana babcia. - Taki z suknią i obrączkami.

• Nie – pokręciła głową Olga. - Może z obrączkami tak. Ale raczej nie z suknią. Oczywiście będę w coś ubrana ale nie białą suknię...

• Szkoda...

Roześmiałyśmy się.

• Olga – powiedziałam. - Jakbyś miała białą suknię to nawet zabawnie by było.

• To na pewno – Olga śmiała się.

• Co na pewno, babciu? - usłyszałyśmy za sobą głos Szymona.

Babcia uśmiechnęła się tajemniczo. Olga popatrzyła na chłopaka. Inaczej niż zwykle. Przenikliwie. Chyba zaczęła godzić się z tym, że zielarstwem w jej rodzinie zajmie się mężczyzna.


Katarzyna Tercha-Frankiewcz





 
 
 

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
Dzień skrzypiec Rozdział IV

ROZDZIAŁ IV Mateusz Obudził się podekscytowany. Pierwszy raz od dłuższego czasu czuł radość. Wstał wcześnie i zaczął sprzątać salon. Już jako dziecko miał pomysł na ten dom. Teraz mógł wcielić go w ży

 
 
 

Komentarze


Post: Blog2_Post
  • Facebook
  • Twitter
  • LinkedIn

©2020 by Katarzyna Tercha-Frankiewicz. Stworzone przy pomocy Wix.com

bottom of page