Trzecia gęstość kobiecości Rozdział IX stan odejścia
IX. STAN ODEJŚCIA
Olga wyszła za mąż. Po raz siódmy stanęła w kościele skaładając przysięgę małrzeńską. Wyglądała pięknie. Szczęśliwa, uśmiechnięta. Patrzyła w oczy człowieka, którego pokochała. Wierzyłam, że to miłość. Mimo wieku, mimo wielokrotnego wyjścia za mąż. Po uroczystości zjedliśmy obiad w ogrodzie pani Moniki. Wszyscy rozeszli się wieczorem. Razem z Piotrem i Szymonem sprzątaliśmy ogród właścicielki. Zabezpieczyliśmy wynajęte meble ogrodowe. Zebraliśmy naczynia. Te ostatnie zabrała moja mama. Stwierdziła, że w zmywarce umje się szybciej i wygodniej. Zachodzące słońce barwiło niebo na czerwony kolor. W domu pani Moniki, na strychu coś się zaświeciło i zgasło. Po chwili coś uderzyło.
• Pani Monika – pomyślałam głośno.
Pobiegliśmy do środka. Pani Monika leżała na podłodze a w domu zrobiło się cicho. Wydawało mi się, że nie ma w nim nikogo oprócz nas. Nie ma Włodzia. Nie ma pani Moniki.
• Zabrał ją – stwierdziłam patrząc jak Piotr pochyla się nad ciałem kobiety.
Babcia mówiła, że jest taka miłość, która nie kończy się ze śmiercią. Mówiła też, że śmierć niczego nie kończy. Pożegnaliśmy panią Monikę. Przy tym miałam świadomość, że żegnamy jej Włodzia. Dom stał się cichym i pustym miejscem. A ja poczułam, że dorastam.
Jest jeszcze babcia, Olga, dziadziuś, Józio... Jest jeszcze to życie, które znam... Dobre, bezpieczne.
***
Po babci zostało mi dużo wspomnień i Popiełuszko. A dokładniej jego portret malowany przez miejscowego malarza. Wisiał sobie spokojnie patrząc na moją codzienność czasami z wyrzutem a czasami ze współczuciem.
Starałam się tą codzienność przeżywać według zasad ukochanej babci. Podlewając zioła, które jeszcze zostawiła i czytając jej notatki. Na zielarstwie nie znałam się aż tak dobrze jak ona ale udawało mi się już nie jeden raz uniknąć lekarza. Jednak czasy zmieniły się i wiedza przekazana przez babcię budziła w ludziach niepokój. Ukrywając starannie wszystko co babcia mi przekazała, starałam się być taka jak inni. Szymon często przychodził i patrzył na Popiełuszkę.
• Dziwny jest ten obraz – mówił. - Czasami mam wrażenie jakby był żywy.
Uśmiechałam się tylko. Szymon skończył studia i został w naszym miasteczku na stałe. Ja zaczęłam psychologię i też miałam nadzieję, że tu zostanę. Nie byłam pewna czy praca z ludźmi jest moim powołaniem ale próbowałam sił w tej dziedzinie.
Po śmierci babci i dziadzia na moich ścianach pojawiło się sporo obrazów, pamiątek, ozdób. Wiedziałam, że część z nich musi poczekać na lepszy czas. Nie mieściły się już w moim małym pokoiku.
Przyszedł też czas na Popiełuszkę. Trzymałam go w rękach myśląc o babci.
Szymon stanął obok mnie.
• Chyba nie chcesz go wynosić na strych? - zapytał. - Zostaw go. Dość się w ciemności oleżał.
Popiełuszko został. A my powoli kontynuowaliśmy to co zaczęły babcia z Olgą. Mając nadzieję, że coś z tamtego świata przetrwa.
Katarzyna Tercha-Frankiewcz



Komentarze