top of page
Trzecia gęstość kobiecości Rozdział VIII

Trzecia gęstość kobiecości Rozdział VIII

katarzynatercha
12 lut
5 minut(y) czytania

VIII. STAN ZAPATRZENIA


Razem z babcią pochłaniałyśmy każdy milimetr pierścionka zaręczynowego Olgi. Złoto błyszczało w słońcu, diament zachwycał. Olga stała dumna jak paw i puszyła się niemiłosiernie. Cieszyło mnie, że jesteśmy same bez męskiego towarzystwa. Szymon i Piotr nie rozumieli powagi sytuacji a dziadziuś obraził się, bo ten siódmy mąż nie mieścił mu się w głowie. Lubił pana Józefa i chętnie wypiłby z nim jeszcze naleweczkę ale żeby tak od razu miał się tutaj przenosić i jeszcze z powodu Olgi? To mu się w głowie nie mogło pomieścić.

• Zgłupiał chłop całkiem – stwierdził. - Życie mu niemiłe.

• Tak się złożyło, że to życie mu uratowała Olga – mówiła babcia. - Gdyby nie ona to biedak struł by się na amen tymi syropami i lekarstwami.

Teraz siedziałyśmy w ogrodzie ciesząc oczy pierścionkiem i pierwszymi promieniami słońca.

• A co z sukienką? - zapytała babcia. - I kiedy ten ślub?

• Ostatnia sobota maja – odpowiedziała Olga nie przejmując się specjalnie.

• No to musimy sukienkę ci znaleźć.

• Oj tam. Mam sukienkę i marynarkę z poprzedniego ślubu to założę.

• Chyba żartujesz! Nieszczęście na siebie ściągniesz jeszcze!

Olga roześmiała się.

• Kochaniutka – powiedziała. - Jakie nieszczęście? Ta przede mną już mniej jak więcej. Pożyjemy może jeszcze kilka lat... Tu już nie ma co patrzeć na szczęście czy nieszczęście.

• Przesadzasz – naburmuszyła się babcia. - Trzeba cieszyć się tym co jest i jak jest okazja sprawić sobie piękną sukienkę. Stosowną do wieku i osobowości. Ja bym jeszcze postawiła na kapelusz. Tak pięknie wyglądasz w kapeluszach. Pamiętasz tego Witka... Co chyba z pięćdziesiąt lat temu chodził do ciebie? Jak on zachwycał się twoimi kapeluszami...

• Ale gdzie ja teraz kupię taki kapelusz? Wiesz, że dawniej to było inaczej...

Olga zmartwiła się. Spojrzała jakoś smętnie na pierścionek. Miałam wrażenie, że przez chwilę wahała się z tym ślubem.

• Jak to gdzie kupisz? - roześmiałam się. - Na internecie!. Zamówimy, tylko wybierz jaki chcesz. I przygotuj pieniądze, bo obawiam się, że to będzie spory wydatek.

Przez cały dzień wybierałyśmy kapelusze. Duże, małe, w kwiaty, ze wstążkami. Olga szybko zdecydowała się na kremowy komplet, sukienkę i marynarkę, delikatne koronkowe rękawiczki i buty. Zaskoczona była, że wszystko można kupić tak szybko i że wszystko przyjdzie do domu. Mimo obaw poddała się radości wywołanej zakupami przez internet. Jedyny problem, który był trudny do pokonania do wybór kapelusza.

• Czy wy dzisiaj skończycie? - Szymon znudzony siedział za nami i patrzył na kolejne strony internetowe.

• Wybór kapelusza na ślub to nie lada wyzwanie – powiedziałam.

• No, dobrze ale to już trwa cały dzień.

• Na wieczór jesteśmy umówieni...

Babcia i Olga spojrzały na mnie.

• A gdzie to jesteście umówieni? - zapytała Olga.

• Idziemy na wisielnię – powiedział Szymon. - To jedyne miejsce gdzie jeszcze straszy. Podobno. Idziemy rozpalić ognisko i chcemy zabrać Piotra. Może w końcu uda mu się zobaczyć jakiegoś ducha.

• Wisielnia to przeżytek – stwierdziła babcia. - Idźcie lepiej do Moni. Od śmierci jej męża nie ma tam spokoju. Jej to w sumie nie przeszkadza. Wie, że Władziu pilnuje i jej i domu.

• Moni? - zdziwił się Szymon a ja nagle przypomniałam sobie historię pani Moniki.

• Tak, to idealne miejsce! - krzyknęłam. - Chodźmy, zanim zacznie się ognisko... Jeszcze zdążymy... A pani Monika chętnie opowie historię. Piotr wreszcie się uspokoi z tymi duchami. Zaczynam mieć dość jego uporu. Jak na przyszłego psychologa jest zbyt niecierpliwy.

• Ty byś mogła pójść na tę psychologię – stwierdziła babcia. - Masz intuicję do ludzi, sytuacji... To mogłoby być to...

• A co z moim kapeluszem? - zapytała Olga. - Weź mi ten z różami i jesteś wolna.

Nie wiedziałam, że po całym dniu poszukiwań Olga może tak szybko podjąć decyzję. Zamówiłam jej kapelusz i ruszyliśmy po Piotra. Cieszyłam się, że moje miasteczko było miejscem gdzie nie trzeba było umawiać się. Pani Monika grabiła w ogrodzie. Widząc nas ucieszyła się. Zawsze uważałam, że ta kobieta i jej mąż to wzór jeśli chodzi o małżonków. Mimo siedemdziesięciu lat kochali się na zabój. Widząc tą miłość babcia Anusia kręciła głową. Mawiała do Olgi, że to grzech aż tak kochać. Bo to nawet pies nie jest tak oddany jak pani Monika i pan Władziu. Dla nich w tym uczuciu czas się zatrzymał i tkwili długie lata w zauroczeniu i zapatrzeniu..

Aż pewnej nocy pan Włodziu nie wstał z łóżka. Zmarł z uśmiechem na ustach we śnie. Wydawałoby się, że odszedł do Domu Pana Boga w szczęściu i spokoju. Jednakże babcia Ania i Olga miały niejasne przeczucie jeszcze przed pogrzebem. Gdy Włodzia pożegnano i złożono ostatnie wieńce a wszyscy uczestnicy pogrzebu odeszli, w domu zaczęły się dziać dziwne rzeczy. A to kroki było słychać na piętrze, chociaż dom był pusty. A to ktoś wzdychał na korytarzu, chociaż nie było nikogo widać. A na pościeli u pani Moniki, pościel gdzie kiedyś sypiał Włodziu ciągle były wgniecenia.

- Włodziu – mawiała wtedy pani Monika – dałbyś pościel zaścielić a nie ładujesz mi się w brudnych buciorach…

Po tych słowach poprawiała pościel.

- Jak złośliwy był za życia tak i po śmierci – mawiała babcia Ania. – Nic mu się charakter nie zmienił.

- E, tam – machała ręką pani Monika – Ale czuwa nade mną.

Babcia Ania wzruszała wtedy ramionami i milczała. Ale ja już wiedziałam, że ona to nie jest zwolenniczką takiej miłości.

- A jakbyś chciała sobie chłopa drugiego przyprowadzić? – pytała Olga.

- A na co mi drugi? – dziwiła się pani Monika – Mało to się z Włodziem pomęczyłam? A teraz dobrze, bo na stare lata, przed śmiercią sobie odpocznę. Książki poczytam, na które czasu nie było… A Włodziu przecież jest i nie trzeba przy nim nic robić.

I tak Monika żyła w naszym domu a z nią Włodziu, który powinien być u Pana Boga.

• Wejdźcie do środka, kochani – śmiała się pani Monika. - Włodziu się ucieszy.

Weszliśmy do przytulnie urządzonego domu. Siedząc słyszeliśmy jak ktoś chodzi po górnym piętrze. Na schodach mrugnęło światło a w lustrze mignął cień. Piotr przyglądał się wszystkiemu z uwagą i szacunkiem.

• Władziu zawsze siedzi na fotelu przy telewizorze – powiedziała pani Monika i usadowiła nas przy stole.

Telewizor włączył się, pani Monika zwróciła uwagę, że goście przyszli, telewizor wyłączył się. Na mnie i Szymku nie zrobiło to wrażenia. Bardziej zafascynował nas piękny ogród widoczny za oknem. Pani Monika słynna była z najpiękniejszych drzew, krzewów i kwiatów. W tamtym roku jej syn postawił altankę w ogrodzie. Wyglądała wspaniale.

• Za niedługo zakwitną kwiaty – powiedziałam. - Startuje pani w tym roku do konkursu na najpiękniejszy ogród?

• Przygotowujemy się – powiedziała pani Monika – ale pewności nie mam czy wezmę udziała. Lata już nie te... A młodzi mają takie ładne ogrody...

• Ale u państwa jest klimat, magia...

• I chciałbym żeby babcia miała tutaj ślubne przyjęcie.

To hasło ze ślubnym przyjęciem zaskoczyło wszystkich. Nawet duch Włodzia wyciszył się.

• A twoja babcia wie o tym? - zapytała pani Monika.

• Nie wie i pewnie dostanę za swoje – roześmiał się Szymon. - Kurczę, kłopotu pani bym narobił taką imprezą. Ale wie pani, babcia Olga jest niezwykła...

• Wiem – pani Monika zamyśliła się. - Co o tym sądzisz Włodziu?

Coś zastukało trzy razy, a potem mignęło światło.

• Dobrze – powiedziała pani Monika. - Ale jest jeden warunek. Pomożecie mi żeby było to przyjęcie niespodzianka.

Podekscytowani kiwnęliśmy głowami i zaczęliśmy układać plan. Olga i Józio nie mogli o niczym się dowiedzieć...


Katarzyna Tercha - Frankiewicz




 
 
 

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
Dzień skrzypiec Rozdział IV

ROZDZIAŁ IV Mateusz Obudził się podekscytowany. Pierwszy raz od dłuższego czasu czuł radość. Wstał wcześnie i zaczął sprzątać salon. Już jako dziecko miał pomysł na ten dom. Teraz mógł wcielić go w ży

 
 
 

Komentarze


Post: Blog2_Post
  • Facebook
  • Twitter
  • LinkedIn

©2020 by Katarzyna Tercha-Frankiewicz. Stworzone przy pomocy Wix.com

bottom of page